Matka z Camden
wtorek Listopad 21st 2017

Kategorie

Treści własne

Archiwa

Matka zupełnie już dorosła..

Tyle się u nas wydarzyło… Zapomniałam o tym miejscu tak po prostu. Teraz przeniosłam swoje notatki gdzie indziej, bo tak zdecydował los. 7 sierpnia 2014 urodziłam martwą córeczkę. Daliśmy jej na imię Ella. Chyba od tego momentu zyskałam inną świadomość. Przestałam przejmować się pierdołami, zawracać sobie głowę rzeczami, które nie mają znaczenia. Przestałam się wstydzić, czaić, robić rzeczy, których robić nie lubię, a nie muszę robić. Przestałam tracić czas na ludzi, którzy nie przynoszą mi radości, z drugiej jednak strony zaczęłam chyba bardziej doceniać przyjaciół.

Ten rok zabrał nam dziecko, pracę, obdarł ze wszystkiego. Dalej jestem matką z Camden, ale już nie taką samą. Teraz jestem matką walczącą, nieustępliwą. Nie chowam już głowy w piasek. Wręcz przeciwnie, trzymam ją wysoko podniesioną i otwarcie mówię o wszystkim. Niesamowite, że musiałam stracić dziecko żeby pozbyć się barier i blokad, żeby w pewnym sensie stać się wolnym, świadomym człowiekiem.

Tak, jestem matką, której umarło dziecko. Tak, da się z tym żyć, ale jest to już zupełnie inne życie. Daję się ponieść fali – tak trochę poetyco.

Dzien z zycia kobiety „niepracujacej”

Zainspirowana opisem jednego dnia mojej kuzynki postanowilam pokazac moj, na pozor nudny dzien „kobiety niepracujacej” jak to uwaza moj maz. Takiej co caly dzien „lezy” jak to wczoraj uslyszalam. Opisze dzien i noc poniewaz moja „praca” to 24h na dobe.

7:00 Moja corka siada na lozku i krzyczy „taaaaaam!” Pokazujac palcem, ze chce isc do pokoju.
7:05 „Mama wstan!!!” Krzyczy mi do ucha i juz wiem, ze musze wstac, bo zacznie plakac.
7:06 Ide do kuchni, robie malej mleko i wstawiam czajnik na kawe, sama ide siku
7:10 Zalewam kawe i wlaczam corce bajki, bo poranek bez „Peppa Pig” to poranek zaryczany.
7:12 Siadam w fotelu z moja kawa i biore ipad, jest to poranna chwila dla mnie, staram sie zrelaksowac.
7:17 „Mleka nie ma!!!” Moja corka wrzeszczy, ze juz wypila. Nie pozostaje mi nic innego jak podniesc tylek i robic sniadanie.
7:20 dopijam kawe juz na stojaco, robiac jednoczesnie sniadanie dla Poli, a skoro juz dla Poli, to dla siebie tez jakas kanapka.
7:40 moje dziecko siedzi oglada bajki i je sniadanko, ja siadam w fotelu i przypominam sobie, ze mialam zadzwonic do mamy!
7:45 rozmawiam z mama i probuje dopic kawe, kiedy Pola wola „Mammy kupa”.
7:47 mowie do mamy, ze oddzwonie bo musze przewinac dziecko.
8:00 dalej ganiam corke po domu, bo bieganie z kupa jest bardzo zabawne.
8:05 Mloda lezy gotowa do przewijania, przewijam ja i przypominam sobie, ze nie wyslalam smsa do kolezanki, z ktora idziemy na zajecia.
8:20 oddzwaniam do mamy, ktora nie ma juz czasu rozmawiac, ale poswieca mi 15min. Jutro jedzie na wycieczke do Bawarii i nie bedziemy mialy kontaktu kilka dni, chyba ze przez sms.
8:50 wolam do meza, ktory jeszcze nie wstal, ze wchodze pod prysznic. On mi na to, ze za 10min ma „phone calla” i jak zdaze to moge wejsc.
8:52 zrzucam pizame i wskakuje pod prysznic, kiedy odkrecam wode juz wiem, ze nie wlaczylam boilera!! Cholerny Londyn!! Nie mam cieplej wody!!
9:00 siedze w reczniku i czekam na wode, w miedzy czasie sprzatam zabawki i porozwalane sniadanie Poli. Pola biega i prosi o „open” zeby jej otworzyc torbe z klockami.
9:20 wbiegam pod prysznic, gole nogi i probuje doczyscic mazak z dloni.
9:30 na szybko probuje wcisnac moje extra slim jeans na niezbyt dobrze wytarte nogi. Masakra!! W dodatku wiem, ze juz powinnam wyjsc.
9:40 po tym jak udalo mi sie zlapac Pole i jakos ubrac ja w kurtke, wychodzimy z domu. Biegne z wozkiem przez Primrose Hill i przypominam sobie, ze nie zdazylam sie umalowac. Cholera! Znowu bede wygladac jak niania! ( kiedys opisze jak tutaj na Primrose Hill i St. john’s Wood klasyfikuje sie ludzi i w jaki sposob sie do nich odnosi)
10:10 wpadam na zajecia spozniona i Caroline krzyczy „you late!!!” Wszyscy sie gapia, a ja wiem, ze gdybym nie byla mama wylecialabym na zbity pysk.
Na zajeciach ganiam Pole i nawet nie moge spokojnie porozmawiac.
12:00 wychodzimy z zajec. Kolezanka zaprasza nas na oblewanie good newsa, bo dowiedziala sie wczoraj, ze jest w ciazy.
12:10 zatapiam sie w worku sake i pije herbate, Pola bawi sie z Angelina w „mammy and baby” ???!!
13:00 wychodze w strone domu, po drodze kupuje ziemniaki u Sheparda i spaceruje z Pola po parku w nadziei, ze usnie.
14:00 Pola nie spi, wchodze domu, a corka juz wola „ama”, ze jesc. Otwieram szafke z obiadkami dla dzieci 1-3yo i lodowke. Patrze na zegarek i robie warzywa na parze z ryzem.
14:30 dzwoni kolezanka, ze Hamza teskni za Pola i czy bedziemy na colouring club.
14:40 wrzucam do pralki ciemne na pranie i sprzatam suche z suszarki, Pola konczy obiad.
14:55 ubieram Pole, wracam do lazienki przeciagnac oczy tuszem (chociaz tyle!) i wychodzimy
15:15 otwieramy drzwi klubu mam z Primrose Hill. Obsiadaja mnie jak muchy i jak zawsze dostaje reprymende, ze znowu jestem „late”.
Zaczynaja sie rozmowy „kolka rozancowego” o cenach pan do sprzatania i ktora najlepsza. Kolezanka wciska mi zolta karteczke z telefonem do swojej gosposi. Pola dostaje status „member” co oznacza, że bedzie latwiej z przedszkolem. (Opisze to kiedys, bo to sie nadaje do gazety..)
17:00 idziemy z dziewczynami z „kolka rozancowego” na plac zabaw. Znowu ganiam Pole zeby nie spadla z malpiego gaju.
18:30 idziemy do domu, Pola wciaga tubke owocow i batona, a ja przypominam sobie, ze nie jadlam obiadu.
19:00 robie Poli mleko, przewijam, odkurzam wozek z okruchow, i wlaczam wode na grzanie (!!!)
19:10 siadam w fotelu i biore i pad kiedy wchodzi moj maz i z drzwi mi juz gada, ze ja znowu leze!! On pracuje, haruje a ja ciagle z ipadem na fotelu.
19:30 nie skomentowalam, ide kapac Pole.
20:30 Po godzinie w wannie, robie Poli kolacje i sama zjadam wielka kanapke z serem.
21:00 zaczynam uspiac Pole, leze kolo niej i piluje zeby nie spadla z lozka kiedy skacze, podnosi rolete, wylada. Przez okno, spiewa, mruczy, caluje mnie i pada magiczne „i love you”. Wiem, ze nie rozumie, bo slowa zna z piosenki, ale robi mi sie tak cieplo na sercu. Caluje ja i mowie, ze tez kocham najbardziej na swiecie.
22:30 Pola po placzu i skokach na lozku uspia a ja razem z nia. Wiem, ze maz zly, ze znowu nie spedzam z nim wieczoru.
24:00 Pola budzi sie z placzem, mowi, ze chce pic. Ide do kuchni po picie dla corki i do lazienki umyc zeby. Corka usypia po pietnastu minutach.
1:30 Pola budzi sie, mowi ze boli i pokazuje na usta. Cholerne zeby!! Klade ja na swojej klatce piersiowej i tule. Usypia po chwili, a ja odkladam ja na miejsce.
3:00 Pola znowu budzi sie z placzem, znowu ja przytulam i glaszcze po glowie.
5:00 Budzie sie sama, nie moge znalezc miejsca, w kazdej pozycji mi nie wygodnie. Mecze sie z godzine i robie sie glodna. Ide do kuchni po grisini i siusiu.
6:10 udaje mi sie jakos tak usnac, jestem zmeczona.
7:00 „mammy taaam!”..

Poltora roku za nami. Matka bardzo dumna.

Pola skonczyla poltora roku kilka dni temu. Jest juz duza i madra dziewczynka. Nie wiem dlaczego myslalam kiedys, ze w tym wieku bedzie mi juz latwiej z nia i nie bedzie nieprzespanych nocy. Ostatnio sypiam bardzo zle, bo Pola budzi mnie w nocy nawet dwadziescia razy.
W ciagu dnia nie jest lepiej… Bieganie, otwiaranie szafek, wlaczanie pralki, wywalanie ubran z komody, bieganie w moich butach, przymierzanie ciuchow, stawanie na szklanej polce (o zgrozo!) , chowanie potrzebnych  rzeczy co skutkuje ciaglym spoznianiem sie wszedzie, bo nic nie moge znalezc. A ja tylko biegam za nia i krzycze, bo ciagle boje sie ze cos sobie zrobi. Wczoraj skakala w nocy po lozku i uderzyla potylica o parapet. Myslalam, ze umre bo plakala przeokropnie.
Przeprowadzilismy sie na St. John’s Wood w sasiedztwie Regents Park i Primrose Hill z drugiej strony. Kolo domu mamy piekny, duzy i zadbany plac zabaw gdzie codziennie jesli tylko nie pada bawimy sie razem. Pola jak wszedzie czuje sie dobrze jesli tylko sa dzieci. Ja juz mniej bo daleko mi do kolezanek i zajec, do ktorych sie przyzwyczailam.
Nie mamy juz pieciopoziomowego domu tylko mile mieszkanko z wejsciem z poziomu chodnika, bez schodow i zimnych nocy w domu. Powinnam sie cieszyc i ciesze sie, ale brakuje mi znajomych.
Pola zaskakuje mnie codziennie. Zbiera brudy i wrzuca do pralki, podaje mi rzeczy ze zmywarki gdy wyjmuje czyste i chowam do szafki, zmeczonemu po pracy tacie zaklada kapcie gdy ten siedzi na kanapie, sprzata zabawki po sobie gdy tylko ma humor, wszystko razumie i wykonuje wiekszosc polecen. Coraz wiecej juz mowi i zauwazylam, ze do dzieci w piaskownicy zwraca sie po angielsku, jestem dumna. Bardzo dumna.

Matka o matkach papugach

Czym jest macierzynstwo? Kim jest matka? Matka to osoba najwazniejsza dla dziecka, jedyna osoba, ktora od poczatku maluch poznaje, rozpoznaje po zapachu, dotyku, glosie.
Nie jestem zwolennikiem wychowywania dzieci wg filozofii bliskosci, ale uwazam, ze swiadome i dojrzale bycie matka nie jest dane kazdemu.
Choc znamy rozne typy matek i szufladkujemy znajomych, krytykujemy, porownujemy sie do jednych, a drugim mowimy stanowcze nie, nie ulega watpliwosci, ze nie kazdy powinien ta matka zostac. Najgorszy typ matki to matka, ktora uwaza sie za ideal i szczyci madroscia i osiagnieciami. Najgorsza matka to taka, ktora swoich wlasnych bledow nie widzi, a za kazde zworocenie uwagi atakuje odszczekujac.
Nie chodzi mi o bycie matka polka, uciemierzona meczennica, ktora caly swoj swiat zamyka w pieluchach i drewnianych klockach. Wszystko jednak powinno miec swoje granice.
Po przyjezdzie do Anglii nie potrafilam zrozumiec dlaczego matki do 3 roku zycia dziecka eliminuje sie kompletnie z zycia zawodowego. Dlaczego nie ma bezplatnych zlobkow i przedszkoli? Na poczatku mnei to oburzylo, ale teraz zrozumialam, ze pierwsze 3 lata zycia sa najwazniejsze dla jego rozwoju, sa fundamentem. Przez ten czas matka powinna byc przy dziecku, cieszyc sie z kazdego osiagniecia, pomagac, sluchac, uczyc.
Mysle, ze na tym polega dojrzalosc, ze decydujac sie na dziecko jednoczesnie decydujemy sie na pewne wyrzeczenia, na to ze nasze zycie kompletnie sie zmieni, ze zmienia sie wartosci, prorytety, poglady, bo teraz dziecko bedzie na pierwszym miejscu.

Przynajmniej byc powinno.. Bo bywa, ze wkrada sie wygodnictwo i egoizm, a moze na swiatlo dzienne wychodzi niedojrzalosc? Moze niewiedza? Pelno przeciez matek, ktore kompletnie nieprzygotowane fizycznie i psychicznie niespelna dziesieciomiesieczne dziecko sadzaja na nocniku zmuszajac do robienia siusiu. Takie dziecko nie jest w stanie kontrolowac potrzeb fizjologicznych, jeszcze nie jest. Potem taka matka chwali sie kolezanka rownie inteligentnym jak ona jak to jej dziecko pieknie siedzi na nocniku. No siedzi, tylko po co? Bo dziecko w tym wieku z pewnoscia nie ma pojecia i nocnik staje sie zmora, a ostatnio czytalismy, ze zbyt wczesne uczenie dziecka korzystania z nocnika moze wyrzadzic duzo wieksze szkody w psychice doroslego juz pozniej czlowieka.
Nocnik jest jednak czubkiem gory, ktora jest pokazna i bardzo przerazajaca.

W Londynie ten typ matki jest dosyc powszechny w zwiazkach gdzie mezczyzna pracuje i duzo zarabia a ta matka moze pozwolic sobie na co chce. Matki te nazywac bede dalej papugami, kolorowymi, skrzeczacymi, glupimi i powtarzajacymi wszystko co uslysza.
Papuga, ktora rodzi dziecko chwali sie nim na prawo i lewo. Opowiada jaka jest wspaniala matka, szczyci sie swoimi osiagnieciami przed innymi papugami. Mowi jak dobrze sobie radzi i nigdy, ale to przenigdy nie przyzna sie, ze cos jej nie wychodzi albo ze z czyms sobie nie radzi.
Papuga po urodzeniu dziecka odrazu rozglada sie za niania, bo bron boze nie moze stracic grama ze swojej wolnosci i grama czasu dla siebie. Wolny czas pozytkuje na wypady z kolezankami na kawki i lunchyki, a niania wychowuje jej dziecko.
Mezowie papug zwykle sie nie wtracaja, sa zbyt zajeci praca. W weekend wychodza z papugami wychlac i pobawic sie na imprezie, a dziecko znowu siedzi z niania.
Na spotkaniach z kolezankami papugi oczywiscie opowiadaja jakie to sa zarobione i ile to pracy jest przy dziecku, ale one sobie swietnie radza, przydaloby sie jednak odetchnac.
W dalszej kolejnosci papuga znajduje zlobek, ale nie zwalnia niani oooo nie! Zlobek jest od rana a niania na wieczory zeby papuga miala czas dla siebie.
Na kolejnych lunchykach papuga dowiaduje sie od madrych kolezanek, ze powinna znalezc sobie prace bo biedna oszaleje w domu z dzieckiem siedziec??!! Wiec znajduje jakas smieszna bardziej lub mniej prace, z ktorej na waciki moze ma, ale nie o pieniadze tu chodzi, ale o prestiz wsrod innych papug i kolezanek przytakujacych.
Tylko dziecko juz nie ma matki, ale czy kiedykolwiek ja mialo? Czy takie kobiety powinny miec dzieci? Czy macierzynstwo powinno byc dane kazdemu?

Obserwuje takie matki na codzien. Jedne znam bardziej, inne mniej i przerazaja mnie bardzo. Na kogo wyrosna ich dzieci? Czy tez beda papugami?

Czasami czuje sie zmeczona siedzeniem w domu z coreczka, ale ciesze sie z kazdego dnia, ktory spedzamy razem. Jestem szczesliwa, ze mam mozliwosci codziennie ogladac jej male sukcesy.
Ostatnio pojawil sie pomysl zapisania Poli na dwa dni w tygodniu do zlobka. Bylam tam, ogladalam zlobek, ale nie moge. Jeszcze nie. Tak byloby mi szkoda nie zobaczyc co nowego sie wydarzy. A moze zacznie mowic nowe slowa?? Moze po raz pierwszy uda jej sie pojechac na rowerku a ja tego nie zobacze?? Chce to widziec!
Codziennie chodzimy na play groupy, codziennie ma kontakt z dziecmi, bawi sie i uczy, spiewa i tanczy. Chodzimy tam razem i chociaz wszystko obserwuje z pewnej odleglosci, widze jak rozwija sie, jak cieszy, jak droczy z dziecmi. Kocham ja obserwowac.

Pozdrawiam wszystkie mamy, ktore swiadomie i z radoscia wychowuja swoje pociechy, ktore czerpia radosc z kazdego ich sukcesu. Zbierzecie wielkie plony.

Matka niedzielnie

Luty i wiosna zbliza sie nieublaganie. Czuje juz w powietrzu jej zapach. Nie moge sie doczekac spacerow po parku i radosci na placu zabaw z Pola.

Moj M. ma w tym tygodniu pracujacy weekend, siedzi na dole w biurze i pracuje. Dobrze, ze mamy chociaz w domu male biuro i nie musi nigdzie chodzic. To chociaz troche daje wrazenie, ze jednak tu jest.

W piatek przylatuje moja mama na tydzien, a ja juz od jakiegos czasu odliczam dni majac nadzieje, ze zyskam troche czasu dla siebie. Pola daje sie we znaki caly czas. Teraz wychodza jej czworki na dole, a dopiero wyszly na gorze. Jestem wykonczona. Budzi mnie o 6 rano, a spac nie chce jeszcze o 21. W dzien spi tylko godzinke, poltorej wiec nie mam wcale czasu. Jesli byliscie kiedys w Londynie to wiecie, ze domy tutaj sa wysokie i waskie. Nasz dom ma trzy sypialnie i salon, dwie lazienki i kuchnie polaczona z jadalnia, ktora wychodzi na ogrod.

Do domu wchodzi sie po schodkach i przez dlugi korytarzyk na lewo wchodzi sie do salonu. Gdy zejdziemy schodami w dol zobaczymy kuchnie z jadalnia i mala lazienke, a jeszcze nizej jest duzy gabinet i pralnia. Jak pojdziemy do gory na polpietrze jest duza lazienka, a na pietrze jeszcze dwie sypialnie. Suma sumarum jest duzo schodow. Z tego powodu zamykam pole w salonie, mamy zamontowana bramke w drzwiach. Gdziekolwiek nie wyjde z salonu Pola stoi przy bramce i krzyczy zebym wrocila. Jak nie ma mnie dluzej placze przy bramce jakby ja ze skory obdzierali, niezbyt przyjemny efekt. Chyba wole mieszkania jednopoziomowe.

Dzisiaj niedziela. Tradycyjnie M. zrobil jajka sadzone i bekon. Uwielbiam te rodzinne niedzielne sniadania, zawsze jest tak milo. wlasciwie tylko do sniadan siadamy przy stole, reszte jemy na kanapie alo ganiajac Pole po pokoju. Takze jadalnia sluzy u nas do sniadan!

Na obiad niedzielnie pojdziemy do japonskiej gdzie ja zjem Ramen, a Pola goyoza. Uwielbiam to miejsce i japonska kuchnie.

Tymczasem pada od rana, Pola ma drzemke, a M. Pracuje na dole. Staram sie delektowac chwila samotnosci, bo jest ona jedyna w ciagu dnia.

Matka z Camden Town

Na dobre stalam sie juz matka z Camden. Przecietny londynczyk kojarzy to miejsce dosyc alternatywnie. Fakt kolorow tu nie brakuje. Jesli chcesz zobaczyc najdziwniej ubranych i wygladajacych ludzi to zapraszam. W kazdym razie miejsce to jest ostatnim, ktore wyobrazilbys sobie do wychowania dziecka. Moja Pola juz przestala reagowac na te dziwactwa, ale mnie sie czasami glowa obroci z niedowierzania.
W tym dziwnym swiecie, pelnym cpunow, homoseksualistow, artystow, zapachow kuchni swiata i marichuany mieszkam ja- matka. Znalazlam sobie bardzo oryginalne miejsce do schadzek, a mianowicie The Salvation Army. Ha! Nigdy bym nie powiedziala, ze w tym przepraszam jesli kogos uraze, sekciarskim miejscu zaprzyjaznie sie z kims. A jednak! Pola ma kolege, ja mam kolezanke i maszerujemy sobie spacerowo codziennie, zakupujemy, a teraz bedziemy sie jeszcze basenowac. Ja – matka zaczynam sie zadamawiac i bardzo mi tu dobrze.

A teraz dla smiechu! Zdarzylo sie to w srode w zeszlym tygodniu. Nie wiem czy jest jeszcze cos co moze mnie zdziwic?! Pchalam wozek i minal mnie facet, odwrocilam sie, bo jegomosc w bluzie z kapturem bardzo byl podobny do lekko znanego mi Brada Pitta. Pomyslalam sobie, ze na prawde podobny! No nic poszlam dalej. Na drugi dzien na rogu tej samej ulicy spojrzalam w szybe pubu i widze, ze siedzi i patrzy w moja strone znowu ten sam gosc. Mysle sobie, ze to ten sam gosc i znowu taki podobny!
Wieczorkiem gadu gadu na kanapie z mezem, opowiadam matczyny dzien, co i jak pokolei zwierzam sie z mojego dnia, z kazdej zabawki, kazdego slowa wypowiedzianego przez Poline, no i wspominam o tym panu w pubie. A moj maz co? No pokazuje mi zdjecie jak wychodza z domu Gwen Stefani, ktora nota bene mieszka niedaleko nas, on z rodzinka. Czyli to byl Pitt. No tak. Jakos mnie to nie zdziwilo.

Co za swiat!

Matka wiecznie w drodze

Ciagle w drodze. Meczy mnie to bardzo. Meczy. Ciagle pakowania, rozpakowania, chore ilosci wszystkiego, bo z kazdym wyjazdem kupujemy nowe. Nowe zabawki, nowe ubrania, przedmioty, bibeloty, przyrzady do wszystkiego, a potem to zwoze do bazy. Nasza baza powolutku przestaje byc juz baza i to mnie przeraza. Gdzie mieszkamy?? W chmurach. Nieskonczone ilosci lotow, godzin spedzonych w powietrzu i przeprowadzek. Nieskonczone ilosci ludzi spotykanych na drodze, w drodze. Gonie i czekam. Znowu gonie, kupuje, kupuje. Lubie kupowac. Moj M. To znosi, nie pyta za wiele. Wie, ze kupowanie i te play groupy z Pola to cale moje zycie teraz kiedy ciagle podrozujemy. Pola przestala znow mowic, chyba te jezyki jej sie myla, sama juz nie wie jak ma mowic. Wcale sie nie dziwie. Nauczyla sie spac w kazdym lozku, na kolanach, w pociagu, samolocie. Nauczyla sie spedzac godziny w wozku, kocha sklepy, zakupy. Chyba nie ma wyjscia, bo ciagle gdzies lazimy. Przylecielismy do Polski na dwa tygodnie, zaraz znowu wylatujemy. Do zobaczenia w chmurach..

Matka na wakacjach

Jestesmy. Jest jakies 40 stopni. Wieczory sa mile, wieje lekki wiaterek, cudoo! Mimo naszego nudnego tu bytowania czas leci bardzo szybko i mini atrakcji nie brakuje (na te maxi nie mozemy wybrac sie z Pola). W ramach „mini” nasza corka zasrala dzisiaj wozek i zamaist wycieczki na targ mega fajnych bibelotow, moj M. pral wozek. Pola byla dzisiaj wyjatkowo marudna, chyba to te zeby ciag dalszy.. Atrakcja dnia stal sie wypad do supermarketu po slodycze, woow to sa dopiero wakacje! Wczoraj dla przykladu poszlismy spac cala rodzinka po 19:00. Plany byly bardzo rzeczowe, mielismy spacerowac i zwiedzac miasto, a tu niespodzianka. Nasza corka jadla kolacje przez 40min. W trakcie jedzenia usnela a my z nia. Obudzila nas spowrotem o 1 w nocy. M. mial okazje przebrac sie w pizame i pobawic z corka przez poltorej godziny zanim znow zasnela. Po sniadaniu zwykle maly terrorysta spi, wiec mamy malo czasu na organizacje czegokolwiek. Tutaj tradycja stalo sie spanie od 10:00 do 12:30 z corka, wiec rodzinnie kimamy. Potem zwijamy sie na obiad, plywamy w basenie i spacerujemy lub kimamy znow, w zaleznosci od tego jak bardzo corka nas zmeczy. Teraz przynajmniej M. wie jakie mam monotonne i nudne zycie i dlaczego wciaz jestem zmeczona. Zawsze to jakis plus!

Londyn i matka odżywa

… gdy Pola byla jeszcze maluska i zaczela dochodzic do siebie po operacyjnych ekscesach M. zaczal pracowac dla firmy w Londynie. Od tej pory zaczely sie nasze podroze i zycie 3/3. Trzy tygodnie w Polsce i trzy w Londynie i tak w kolko. Czasem w Londynie jestesmy dluzej, a ja wcale nie tesknie. Troche nie mam za czym chociaz zaczynam miec. W Lodzi zawiazuja mi sie przyjaznie, tak spontanicznie i bez cisnien. Powstaja same, bardzo naturalnie ku mojemu zaskoczeniu. W Londynie jest inaczej. Nie mam stalych miejsc, bo choc ciagle mieszkamy na Camden to za kazdym razem mamy gdzie indziej mieszkanie. Po przylocie smigam do parku i nawiazuje znajomosci. Podchodze do ludzi z dziecmi i umawiam sie na nastepny dzien, albo na kawe, albo jeszcze tam na inne pogaduchy. W kazdym razie wyglada to nieco inaczej. Na pczatku podroze mnie meczyly, teraz gdy juz jestesmy miesiac w Polsce mnie wydaje sie, ze to cale wieki i umieram z nudow. Nie ma w Lodzi takich wspanialych parkow, ale za to sa wspaniali ludzie, ktorych w Londynie bardzo mi brakuje. Kiedy przeprowadzimy sie na dobre w Lodzi bede juz miala pewnie niezly krag mateczek i zawyje sie na smierc wyjezdzajac. Poki co jutro jedziemy na wakacje. Mam 3kg nadbagazu i niespakowany podgrzewacz. Chyba umre. Moj M. juz zdazyl wyprowadzic mńei z rownowagi ledwo wrocil do domu, Pola ma spuchniety jeden sutek???! No bo jak wyjezdzami to zawsze musza byc dodatkowe atrakcje. Nie moge znalezc klodek do walizek ani ladowarki do wakacyjnego telefonu. Zastanawiam sie jeszcze o czym zapomnialam i o co sie jeszcze jutro poklucimy. Jak mozna odpoczac z 11 miesiecznym dzieckiem??!

Moje paranoje – matka nieszczesliwa

Po tym wszystkim, jesli w ogole mozna to nazwac juz „po”, ktoregos ranka postanowilam robic wszystko by Pola byla szczesliwa i nie robic niczego na co nie ma ochoty. Swoim zachowaniem doprowadzalam do sytuacji, ze malo kiedy wychodzilysmy z domu. Byla zima i uznawalam, ze Pola lepiej bedzie czula sie w domu. Nie jezdzilismy samochodem, bo Pola plakala w foteliku, a ja wypruwalam sobie zyly zeby nie plakala z zadnego powodu. Zyla, jak w wiezieniu, nosilam ja calymi dńiami na rekach. Nie zapraszalam nikogo do domu zeby nie halasowal. Wszystko mńie denerwowalo, przeszkadzalo mi. Chodzilam w pizamie cale dnie, az w koncu cos sie stalo. Nie pamietam kiedy nastapil przelom ani co go spowodowalo. Co wlasciwie sie wydarzylo, ze wyszlam ze skorupy? Nie pamietam, dziwna dziura w glowie. Byc moze byla to sama Pola, ktora terroryzowala mnie juz tak bardzo, ze nie moglam zrobic kompletnie nic. Nawet idac siku bralam ja i siedziala mi na kolanach, bo w przeciwnym razie darla sie niemilosiernie. Nie moglam sluchac juz tego darcia i dla swietego spokoju robilam wszystko by tylko nie krzyczala. M. zmienil prace na Londyn. Mielismy wiecej pieniedzy, od tej pory nasze zycie jest zawieszone pomiedzy Londynem i Lodzia. W Londynie latwiej nawiazuje sie kontakty, moze to pomoglo? Moze kawiarenka rodzinna otwarta pod nosem? Chyba wszystko razem. Postanowilam sie pozbierac. Zatrudnilam pania do sprzatania, przestalam gotowac nawet sobie. Jedynym moim obowiazkiem stala sie Pola. Postanowilam zajmowac sie tylko nia, a reszte energii inwestowac w siebie i w nasze rodzinne zycie. Jest lepiej, chociaz mogloby byc jeszcze lepiej z M. Staram sie, ale ciagle brakuje nam czasu. Kocham Cie M.

Choroba Poli

Do domu wrocilysmy po 3 dniach. Przyjechala moja mama zeby przez dwa tygodnie pomoc mi przy Poli. W domu zaczely sie problemy, poniewaz Pola nie zalatwiala sie. Po kilku dniach poszlismy do lekarza, potem do drugiego i kolejnego. Uslyszalam, ze dziecko moze sie nie zalatwiac do tygodnia ble ble ble.. Jakos do mnie to nie przemawia kiedy noworodek sie nie zalatwia. Od tego zaczely sie problemy. Potem bylo tylko gorzej doszly wymioty, okropne bole brzucha. Pola nie przybierala na wadze, w koncu zaczela tracic. Wiedzialam, ze cos jest nie tak, lekarze tylko zmieniali mleko, na takie, siakie, kompletnie nie wiedzieli co jej jest. „wie pani dzieci sa rozne, jednym sie ulewa innym nie, kupke tez nie kazde dziecko robi codziennie”. Przez trzy pierwsze trzy tygodnie zycia mojej corki przezylam koszmar, a moje dziecko schudlo pol kilo. Bylo coraz gorzej, juz nic prawie nie jadla, zaczela wymiotowac po kazdym posilku, byly to chlustajace wymioty juz w trakcie jedzenia. Pojechalismy na pogotowie. Dziecko bylo odwodnione i chude, byla w stanie tragicznym. Odrazu przyjeli nas na patologie noworodka, jeszcze nie wiedzieli co jej jest. Moj M. Przeszukal caly internet, wpisywal objawy, znalezlismy kilka opcji, ale nie spodziewalam sie, ze to bedzie ta najgorsza. Mniej wiecej po tygodniu na patologii noworodka gdzie Pola byla karmiona dozylnie, przez sonde odciagali jej tylko zalegajace w zoladku kwasy przyszlo do mnie 5 lekarzy. Wiedzialam juz, ze cos jest nie tak. Bylam wtedy w szpitalu sama, bo M. Byl w pracy. „Pani corka wymiotuje poniewaz ma zarosniety zoladek..” – no to juz wiedzialam, ze chodzi mu o pylorostenoze, ze to ta najgorsza opcja. A potem zaczal mi tlumaczyc, ze dziecko jest male, ze operacji moze nie przezyc, ale jesli nie beda operowac to na pewno umrze. Wtedy myslalam, ze ja umre. Pomimo tylu badan mam chore dziecko??! Jak to mozliwe. To po cholere te wszystkie badania?? Najgorszemu wrogowi nie zycze tego co ja wtedy przezylam. Tylko ten kto ma dziecko moze sobie to wyobrazic. Godziny pod sala operacyjna, odliczane minuty i sekundy. Potem tygodnie spedzone w szpitalu na chirurgii gdzie dla tak malych dzieci nie ma zadnych warunkow. Przez nastepne poltora miesiaca spalam z dzieckiem na piersi, bo gdyby przestalo oddychac musialam reagowac natychmiast. W dzien, biegalam gdy tylko odzywal sie alarm monitora oddechu, czasami wybuchalam juz placzem z bezsilnosci. Tak bardzo balam sie o dziecko, ze sprzedalismy lozeczko i sspalam z nim na piersi caly czas, az zaczela byc tak ciezka ze bylo mi trudno oddychac. Wtedy polozylam ja obok i tak spimy do dzisiaj. Teraz Pola jest zdrowa, radosna dziewczynka, ale to co wtedy przezylam chyba juz na zawsze mnie zmienilo i zmienilo moje podejscie do bycia matka.

Ciaza, porod i ja – matka teoretyczna

Kiedy juz do mnie doszlo, ze jestem w ciazy postanowilam zostac „supermama”. Przeczytalam tony ksiazek i namietnie ogladalam wszystkie programy o wychowaniu dzieci. Krytykowalam „zle” matki za spanie z dzieckiem, noszenie dziecka, krzyczenie na nie, a najbardziej krytykowalam te, ktore trzasly sie nad dzieckiem i traktowaly je jak wydmuszke. Uwazalam siebie za kogos ponad te glupie matki, ze niby bede taka wspaniala, idealna. Zycie szybko zweryfikowalo to kim chcialam byc. W ciazy zrobilam wszystkie badania jakie tylko istnieja i nie sa inwazyjne. Chcialam wykluczyc wszystkie choroby, chcialam byc pewna, ze dziecko bedzie zdrowe. Przeciez tyle sie naczytalam o operacjach w lonie matki, wiec gdyby cokolwiek bylo nie tak, zeby zdazyli to naprawic. Chociaz bylam zdrowa, ciaze przechodzilam bez zadnych problemow zrobilam badania prenatalne. Ńo i wyszlo – niedomykalnosc zastawki trojdzielnej. Chodzilam co miesiac powtarzac badania, bo monitorowali czy wada sie cofa czy rozwija. Na szczescie cofnela sie, na ostatnim badaniu uslyszalam tez, ze dziecko ulozone jest poprzecznie i zebym szykowala sie na cesarke. To byl 37tc. Umowiona na cesarke na 6 pazdziernika bylam zadowolona, bo sie nie nacierpie, uznalam to za plus. Przyjezdzajac do porodu okazalo sie, ze dziecko sie odwrocilo glowka w dol i moge rodzic naturalnie, ale sie nie zdecydowalam. Bylam nastawiona juz na cesarke, chcialam miec juz to za soba. W taki oto sposob 6 pazdziernika 2011 roku o godz. 11:12 przyszla na swiat wazaca 3310g i 53cm moja corka Pola. Podczas cesarskiego ciecia maz siedzial mi przy glowie, a lekarze opowiadali kawaly. Bardzo szybko doszlam do siebie, nie mialam i nie mam zadnych nieprzyjemnosci, powiklan po operacji. Piersia nigdy nie zdecydowalam sie karmic. Bylam szczesliwa, myslalam wtedy, ze urodzilam zdrowe dziecko..

Poczatek czyli bedzie pani ciezko zajsc w ciaze..

Bylismy z M. Juz razem dwa lata, albo dopiero jak kto woli. Wybralam sie do ginekologa na badania. Bolaly mnie jajniki. Pani doktor zlecila mi badania i przy kolejnej wizycie stwierdzila, ze nie jajeczkuje. Nie mam pojecia ile kobiet slyszy taka diagnoze, ale jest to cos strasznego. Bylam przerazona tym, ze moge nie miec dzieci. Jak to nie jajeczkuje???!!! Przeciez miesiaczkuje, niby wszystko ok, jak to mozliwe?? Po zrobieniu tony badan uslyszalam, ze jesli w ogole chce miec jajakolwiek szanse na dziecko musze starac sie o nie natychmiast. Wiedzielismy wtedy juz z M. Ze chcemy byc razem, przygotowania do slubu byly juz w trakcie, ale nie spodziewalam sie, ze tak szybko zaczniemy myslec o dziecku. Mialam wtedy znienawidzona prace na zmiany, M. Byl w trakcie zmiany pracy, ale zdecydowalismy sie sprobowac. ” I tak chcemy byc razem, kochamy sie, moze to i lepiej, ze tak szybko!”. Rodzine nic nie mowilismy, zaczelismy probowac. Po osmu miesiacach nieudanych prob zaczely sie schody. Docieralo do mnie pomalu, ze mamy problem, ze nie jest to proste, bylismy przerazeni. Wybralismy sie do kliniki leczenia nieplodnosci. Lekarz zrobi z nami wywiad. Zlecil badania i przepisal leki, kazal dalej probowac i wrocic za miesiac z wynikami badan. Czulam sie zle psychicznie i fizycznie, bylam zalamana. Postanowilam rzucic prace, odpoczywac i odzyskiwac sily. W dodatku bardzo bolal mnie brzuch. Testy ciazowe wciaz wychodzily negatywne. Poszlam do internisty, bo tesciowa stwierdzila, ze to moze byc watroba. Dostalam skierowanie na usg brzucha. Bardzo sie martwilam, ale w dniu badania cos mnie tknelo rano i jak tylko moj M. wyszedl dopracy zrobilam test ciazowy. Do konca zycia ne zapomne tej chwili gdy na tescie ukazaly sie dwie kreski. Bylam w ciazy, a ta „bolaca watroba” to bylo moje dziecko! Dlaczego wczesniejsze testy wychodzily negatywne??! Tego nie wiem, ale na usg dowiedzialam sie, ze jestem w 8 tygodniu ciazy. I nagle wszystko sie zmienilo, pomimo tylu miesiecy staran, prob, stresu i leku, te dwie kreski mnie przerazily. I co teraz???!! Nasze zycie sie zmieni, rece mi sie trzesly, bede mama.

Ja matka

Mam na imie Ania, jestem mama Poli. Nasze zycie dzielimy miedzy Lodzia, a Londynem. Na tym blogu chcialabym sie dzielic naszym zyciem. Czasem bardzo wesolym, a czesem pelnym gorzkich lez. Macierzynstwo takim jakim jest.